Wywiad z Mistrzem André Cognardem cz. I

Stanley Pranin

Tłumaczenie Joanna Stępień 

7 kwietnia 2014 r.  

André Cognard urodził się we Francji w 1954 r. Mając 17 lat zaczął nauczać dorosłych aikido poprzez otwarcie pięciu dojo w kilku miastach we Francji. Cztery lata później otrzymał francuski dyplom państwowy uprawniający do nauczania judo, aikido, karate i kendo. W 1973 r. spotkał Hirokazu Kobayashi Sensei (1929-1998), bezpośredniego ucznia O-Sensei Morihei Ueshiba. Po 25 latach praktyki u Kobayashi Sensei został mianowany jego następcą jako dyrektor Kokusai Aikido Kenshukai Kobayashi Hirokazu Ryu Ha. W 1982 r. założył Académie Autonome d’Aikido, gdzie aikido jest nauczane tradycyjnymi metodami  jak również z wsparciem teoretycznym ze strony psychologii, filozofii oraz zachodniej i wschodniej medycyny. W 2003 r. otworzył w Bourg Argenal, Francja, Kobayashi Hirokazu Kinen Aikidojo, tradycyjne dojo poświęcone swojemu mistrzowi i miejsce, gdzie odbywają się kursy szkoleniowe dla instruktorów. Cognard Sensei prowadzi seminaria Aikido i Aikishintaiso na całym świecie i jest autorem kilku książek na temat sztuk walki. Jest również jednym z najwyższych rangą przedstawicieli Dai Nippon Butoku Kai: w kwietniu 2012r. został mu nadany tytuł Hanshi na Fourth World Butoku Sai odbywającym się w Butokuden w Kyoto, Japan.

 

Aikido Journal: Dziś jest 24 czerwca 2013 r. Jesteśmy w Las Vegas z André Cognardem Sensei, który teraz podróżuje i prowadzi seminaria w Meksyku i Stanach Zjednoczonych przed swoim powrotem do Francji. Jednym z celów naszej dzisiejszej dyskusji jest rozpowszechnienie wiedzy o Hirokazu Kobayashi Sensei, który był jednym z wybitnych powojennych japońskich Shihanów i który nie jest tak powszechnie znany jak inni spoza głównego nurtu aikido. Myślę, że przyczyna dla której  Hirokazu Kobayashi Sensei nie jest dobrze znany bierze się z jego polityki i być może z faktu, że mieszkał w Osace a nie w Tokio.

Porozmawiajmy o twoim pierwszym spotkaniu z Kobayashi Sensei, co wywarło na tobie  największe wrażenie i jak to zadecydowało o twojej karierze w aikido.

Cognard Sensei:

Byłem trochę dzikim dzieckiem. Chciałem się uczyć sztuk walki bardzo młodo, bardzo, bardzo wcześnie. A moi rodzice się  nie zgadzali. To było bardzo skomplikowane. Nie było dojo, najbliższe znajdowało się daleko, 50 km (31 mil) od domu. To po prostu nie było możliwe. Musiałem strasznie nalegać aby zacząć.

Zacząłem trenować aikido w ACFA. ACFA to Association Culturelle Française d’Aikido (Francuska Kulturowa Organizacja Aikido); to była grupa Nobuyoshi Tamura Sensei we Francji. W tamtym czasie grupa André Nocquet Sensei była we Francji oficjalną grupą. Byli stowarzyszeni z FFJDA. Grupa Tamura Sensei, która reprezentowała Aikikai, nie była oficjalnie rozpoznawana we Francji. Zacząłem w tej grupie. Spotkałem Tamura Sensei. Miałem szczęście być w dojo gdzie nauczyciel zapraszał na przemian Tamura Sensei i Noro Sensei. Widywaliśmy ich często w dojo. To tam zacząłem. Trenowałem również z Masamichi Noro Sensei w Paryżu. Jako nastolatek nabrałem nawyku jeżdżenia do Paryża. I dzięki Noro Sensei spotkałem również Katsuai Asai Sensei, który przyjechał do Paryża; byli dobrymi przyjaciółmi. Często było ich dwóch. I trening trwał cały dzień.

Ciężko jest nie krytykować, ale w tamtych czasach atmosfera w grupach nie była dobra, było dużo rywalizacji.

Z powodu polityki?

Tak, zasadniczo z powodu polityki. W mojej grupie mówiono nam że federacja jest wrogiem i żebyśmy tam nie chodzili. Byliśmy zmuszeni wybierać między nauczycielami. Musieliśmy wybierać, tu i teraz. Było to trochę dezorientujące gdy byłeś początkującym.

Moja ciekawość popchnęła mnie by iść zobaczyć Hiroo Mochizuki Sensei (syna Minoru Mochizuki Sensei). On tam już był, potrenowałem trochę. I wtedy dotarłem do punktu gdzie nie byłem usatysfakcjonowany. Uprawiałem judo, karate i poważnie zaczynałem kendo. Ale nie byłem usatysfakcjonowany, było coś, czego po prostu nie mogłem zrozumieć. Mówiono o harmonii etc., a ja widziałem rywalizację. Wiec prawie zdecydowałem się przestać trenować. Miałem 19 lat i jednego dnia patrząc na siebie w lustrze zdecydowałem: „Teraz musisz znaleźć swojego mistrza albo przestać.”

Nie wiedziałem gdzie mogę znaleźć mistrza więc pomyślałem o André Nocquet. Nigdy go nie spotkałem, ale pomyślałem: „Może on ma coś, skoro wszyscy zgodnie go krytykują. Oni nie spełniają moich oczekiwań, ale zgodnie go atakują. Więc być może to jest to czego szukam”. Przeprowadziłem się do Paryża na dwa czy trzy miesiące i chodziłem do jego dojo myśląc, że zobaczę. W tamtym czasie jego dojo było na Rue Servan w Boulogne-Billancourt, komunie na zachodnich przedmieściach Paryża. Od tamtej pory spaliło się doszczętnie. Zacząłem z nim trenować. To było to samo aikido, które ćwiczyłem w innych miejscach. Nie mogłem zobaczyć dużej różnicy i zastanawiałem się dlaczego był tak bardzo krytykowany. Nie mogłem zrozumieć. Po dwóch miesiącach pomyślałem, że tyle wystarczy. To jest to samo.

W końcu zdecydowałem się przestać trenować aikido. Z tego powodu przyjechałem do Paryża, więc zabrałem wszystko co miałem, spakowałem do samochodu i odjechałem. Na szosie pomyślałem że to nie fair, nie jestem szczery z Nocquet Sensei nie mówiąc mu o tym. Więc zawróciłem, poszedłem do dojo i poczekałem na koniec zajęć. Powiedziałem mu: „Nocquet Sensei, postanowiłem przestać trenować aikido”. Powiedziałem: „Przyszedłem do ciebie, ponieważ cię nie znałem i byłem nieusatysfakcjonowany”. W tamtym czasie jego włosy były bardzo krótkie. Wyglądał na bardzo zaniepokojonego. Taki był. Potarł głowę. Potem powiedział: „Słuchaj, przy basenie w Boulogne znajduje się dojo, jutro będzie tam nauczyciel. Nazywa się Kobayashi, jest ósmym danem. Powinieneś pójść i zobaczyć, myślę że go polubisz.”

Nigdy nie słyszałem nazwiska Kobayashi. Ósmy Dan w tamtych czasach to była bardzo wysoka ranga. Tamura Sensei i Noro Sensei nie mieli ósmego dana, mieli szósty. A ciągle nam mówiono, że Tamura Sensei jest tym jedynym. O-sensei ma tylko jednego ucznia, swojego duchowego syna, trenujesz z jego pomocą albo nie zajdziesz nigdzie w aikido. Słyszeliśmy to cały czas, wiec pomyślałem, że to dziwne. Pomyślałem, że są dwie opcje: albo Kobayashi jest oszustem, albo byłem okłamywany przez lata. Więc chciałem wiedzieć. Poszedłem tam i kiedy przybyłem to wydarzyło się bardzo prosto. Mistrzowie, których spotkałem do tej pory, medytowali twarzą do nas. Gdy Sensei wszedł na matę medytował twarzą w kierunku kamizy. Wystarczyło mi tylko zobaczyć jak chodzi, jak się porusza i zacząłem się pocić a mój puls przyspieszył; to była silna emocja. Nie wyglądało to jakby chodził, ale ślizgał się. Jakby na kółkach. Jakby nie musiał poruszać swoich stop. Jakby był szybującym posągiem. Usiadł w kamizie, rozpoczął medytację, obrócił się do nas i ukłonił. Gdy wstał i zobaczyłem jego twarz pomyślałem, że go znam. Jego twarz wydawała się taka znajoma. Moja pierwszą reakcją było: „On nie jest Japończykiem!”. Przekonywałem siebie: „Oczywiście, że jest Japończykiem”. Wstał i wykonał misogi. To był pierwszy raz gdy to zobaczyliśmy. Pokażę ci później co zrobił, wciąż to robię. Nikt nie wiedział co on robi. Byliśmy wszyscy zagubieni. Potem przestał. Powiedział mi żebym podszedł i dał mi znak, bezpośrednio, wprost.

W tamtym czasie ludzie obawiali się go, ponieważ miał pewien wygląd; włosy ścięte na jeża, lśniące wąsy. Był bardzo miły ale ludzie obawiali się go ze względu na ten wygląd. Pokazywał techniki, ale robił to trochę jak O-Sensei. Pokazał nikyo, irimi, shihonage, yoko irimi itd. Potem stał w kącie pracując samemu i korygował bardzo niewiele. Wielu ludzi było całkiem przestraszonych. Po jakimś czasie bardzo się zmienił. Uśmiechał się dużo, jego włosy urosły i wszyscy myśleli, że jest bardzo miły. Ale był taki i taki. Był bardzo miły dla ludzi ogólnie rzecz biorąc, publicznie itd. Ale jako mistrz, w bliskiej relacji był bardzo wymagający.

Kto zaprosił go na to seminarium?

Zaprosił go André Nocquet. Zapraszał go pierwsze kilka razy. Pierwsze seminaria odbyły się w 1971 i 1972 w La Baule i André Nocquet stał za ich organizacją.

Zastanawiam się skąd mistrz Nocquet znał Kobayashi Sensei?

Myślę, że poznali się w Japonii. Nawet jestem pewien. W Tokyo, a Nocquet Sensei pojechał do Osaki żeby zobaczyć Kobayashi Sensei. Tak słyszałem.

Znalazłeś mistrza?

Tak, to było dla mnie natychmiast oczywiste.

Jak zmieniło się twoje życie z punktu widzenia praktykowania i treningu?

Do końca seminarium byłem podekscytowany, z kilku powodów. Po  pierwsze ponieważ zawołał mnie, mimo, że było tam sto osób. Wydawało się to takie zdumiewające. Wydawało się odpowiedzią na moje marzenie, moje poszukiwania mistrza… więc byłem podekscytowany. Ale było też coś, co mnie zaskoczyło. Kiedy byłeś uke zazwyczaj padałeś z powodu bólu, ponieważ byłeś zmuszony paść. On natychmiast zrobił nikyo i irimi. To pierwsza rzecz, którą mi zrobił. PAM! PAM! I nie mogłem się zorientować. Nie mogłem zrozumieć.  Byłem na ziemi a potem zawieszony horyzontalnie w powietrzu, metr nad ziemią. Nie poczułem bólu. Niczego nie poczułem. To było jego aikido. To było typowe dla tego co robił. I bardzo mnie to zaskoczyło. To było niesamowite! To był inny rodzaj aikido.

Poszedłem zobaczyć się z nim na końcu zajęć, był tam tłumacz i poprosiłem go by tłumaczył. Byłem rozentuzjazmowany: „To zdumiewające, cudowne, powiedz mi co muszę zrobić a to zrobię”. Słuchał, popatrzył na mnie i zrobił „pfff” a potem odszedł.

I to był początek czegoś bardzo trudnego. Nastawiłem się na to, by być wszędzie gdzie on będzie w Europie. I tak zrobiłem. Ale nigdy nie widział mnie, chyba, że byłem uke. Byłem uke, ponieważ byłem uke. Ale poza matą nie istniałem. Aż do dnia, kiedy dał mi znak pod koniec zajęć. Dał znak i poszedłem za nim. Zabrał mnie do restauracji, usiedliśmy i zaczął mówić po japońsku, którego absolutnie nie rozumiałem.

Ile miałeś lat?

Miałem 19 lat gdy go spotkałem. Mówił po japońsku godzinami. Stopniowo zacząłem rozumieć i stopniowo zacząłem mówić. Nigdy nie uczyłem się japońskiego. Nigdy nie uczyłem się słowa, ponieważ nigdy nie miałem czasu. Byłem tak zaangażowany pracując z nim, że nawet nie miałem czasu się uczyć. Powiedział: „Teraz musisz pojechać do Japonii”. Więc pojechałem do Japonii. Za pierwszym razem zostałem trzy miesiące. Kiedy wróciłem powiedział, że więcej nie potrzebuje tłumacza: „Ty tłumacz”. „Ale Sensei, nie umiem tłumaczyć.” „Intuicja. Jeżeli nie rozumiesz intuicyjnie, nigdy niczego nie zrozumiesz. Albo rozumiesz intuicyjnie i nawet jeżeli się mylisz oni zrozumieją. Albo nie rozumiesz intuicyjnie i możesz tłumaczyć tak dobrze jak chcesz, oni nie zrozumieją.”

To była zawsze jego rzecz. Musisz czuć, wyczuwać, czuć, wyczuwać. To był naprawdę jego punkt widzenia na transmisję.

I w Japonii zacząłeś uczyć się japońskiego poważnie.

Nigdy nie uczyłem się japońskiego.

Nigdy?

Nigdy. Mówił do mnie po prostu, tak jak moja matka mówiła do mnie po francusku. Mówił do mnie i to wszystko.

Nigdy nie uczyłeś się pisowni?

Nic. Nigdy się nie uczyłem… trochę  katakany i hiragany i kilka kanji. Mówił do mnie; to wszystko. Na początku używał dużo Osaka-ben, dialektu z Osaki, ale nie wiedziałem o tym. Gdy przebywałem z ludźmi z innych obszarów, nie rozumiałem czego chcieli. Śmiali się i mówili: „Nie, to jest Osaka-ben". Później uporządkowałem to sobie, ale zajęło mi to trochę czasu.

Czy w dojo byli inni Europejczycy?

W tamtym czasie nie.

Czy to była Buikukai?

Tak, to była Buikukai. Było tam Budo Center i Showacho dojo, ale większość treningów odbywała się na uniwersytetach.

Gdy pojechałeś do Japonii miałeś już kilka dojo we Francji i Włoszech?

W czasie gdy zacząłem jeździć do Japonii, zacząłem nauczać we Włoszech, ale nie miałem tam dojo, nie miałem tam jeszcze grupy. Uczyłem w dojo innych organizacji. Jednak we Francji tak, otworzyłem kilka dojo. Miałem silny charakter wiec byłem całkiem nadaktywny, robiłem dużo.

Zaczął jeździć wyłącznie do dojo twoich grup, czy jeździł również gdzie indziej?

Nie. Nie jeździł tylko do moich dojo, dzięki Bogu. W 1977 r.  jednego dnia gdy byliśmy razem zapytał mnie: „Czy naprawdę chcesz robić aikido?”. Czułem się jakby to było wszystko co robiłem, więc byłem zaskoczony jego pytaniem. Odpowiedziałem: „Oczywiście Sensei, naprawdę chcę robić aikido.” „Od tego momentu zostaniesz profesjonalistą.” To był jego punkt widzenia. Jeżeli to jest twój sposób utrzymania, naprawdę pracujesz i angażujesz się. Miał także inny punkt widzenia: aby być dobrym profesjonalistą musisz być „głodny”. We Francji, w tamtym czasie, wiedział, że to będzie niemożliwe, było tragicznie, nie było profesjonalistów. Myślę, że wiedział, że i tak to zrobię. To naprawdę była męka.

W 1981 r. powiedział mi: „Słuchaj, jeżeli rzeczywiście chcesz rozwijać moje aikido, myślę, że powinieneś porzucić system federalny. To nie będzie możliwe w systemie federalnym. Oni mają wizję sportową a ty musisz przyjąć tradycyjny widok: dojo, nauczyciel i uczniowie. Ludzie nie muszą rozmawiać między sobą aby wiedzieć co robić”. Powiedział: „Jeżeli chcesz, dam ci wskazówki, ale potrzebujesz stworzyć coś niezależnego”. Wtedy, w 1981 r. powiedziałem w porządku. Miałem 5 dojo, którymi się ciągle zajmowałem, w tym jedno bardzo duże w Lyonie, gdzie było około 180 członków. Wiec powiedziałem: tak, stworzę to ale wcześniej potrzebuję wykwalifikowanych nauczycieli – więc najpierw stworzyłem szkołę treningową dla nauczycieli, która ciągle istnieje. Zebrałem starszych studentów i pracowaliśmy nad tym, nad czym potrzebowaliśmy pracować aby efektywnie trenować nauczycieli. W 1982r. oficjalnie zarejestrowaliśmy Académie Autonome d’Aikido (Niezależną Akademię Aikido), znaną jako 3A. To czyni nas dzisiaj najstarszą organizacją we Francji.

Ten wywiad będzie opublikowany po angielsku, więc czy mógłbyś wyjaśnić dynamikę francuskich organizacji? Czy w tamtym czasie aikido należało do federacji judo? Gdy stałeś się niezależny, niezależny od czego?

Myślę, że do 1972 r. oficjalną federacją było FFJDA. Być może trochę dłużej, nie pamiętam dokładnie. Potem była UNA, Union Nationale d’Aikido (Krajowa Unia Aikido). Była próba połączenia szkół  Tamura Sensei, Nocquet Sensei i Mochizuchi Sensei, ale zawiodła po paru miesiącach. To był 1975r, pamiętam dobrze, rezultatem był bardzo szybki rozpad. W międzyczasie grupa Tamura Sensei została oficjalnie zatwierdzona. Taki był rozwój wydarzeń.

Gupa Nocquet Sensei zeszła  do podziemia, w obszar nielegalności. Jeśli idzie o Mochizuchi Sensei, myślę, że porzucił wszelką nadzieję jeśli idzie o świat aikido i poszedł swoją drogą. Nie wiem jak w  tym czasie nazywała się federacja.

Więc opuściłem oficjalną federację aby stworzyć 3A. Nie było to łatwe. Moje intencje były źle zrozumiane i byłem krytykowany i atakowany. Ale trzymałem się mojej drogi, drogi, którą pokazał mi Kobayashi Sensei. W tamtym czasie nie obchodziło mnie, co inni o tym myśleli. Nie byłem zainteresowany ich punktem widzenia. Byłem tylko zainteresowany jego.

Wiem, że po tym były dyplomy państwowe. Czy to było przed…

Posiadałem już dyplom państwowy. Byłem dyplomowanym instruktorem od 1975 r. W tamtym czasie były trzy poziomy, miałem trzeci poziom jako nauczyciel judo, aikido, karate. Dostałem go we wrześniu 1975 r.

Miałeś prawo nauczać aikido zawodowo.

Tak, dokładnie.

Czy te uprawnienia są na całe życie?

Tak. To dyplom państwowy, zawodowy stopień.

A więc stworzyłeś Niezależną Akademię Aikido, idąc za sugestią swojego mistrza.

Tak. To nie był rozkaz. Zawsze bardzo uważał, żeby nas nie ograniczać. Ale zachęcał nas. Tak naprawdę bardzo mi pomógł. Na przykład tworząc zestawy do egzaminów na stopnie. Tworząc listy technik na różne stopnie ku. Był zaangażowany w nasz rozwój…

Był z Osaki.

Tak.

Oni są znakomici w biznesie, czyż nie? To miasto handlarzy. Być może miał jakąś wiedzę...

Możliwe, ale personalnie nigdy nie był zainteresowany pieniędzmi. Jeżeli organizowaliśmy egzamin, pobieraliśmy małą opłatę ale on nigdy nie wziął części dla siebie. Pieniądze zostawały w grupie. Nigdy nie wziął nic. Był bardzo szczególny, wyjątkowy. Gdy przyjeżdżał prowadzić seminarium staraliśmy się ustalić opłatę ale on nigdy nie decydował. Zwykł mówić: „To zależy od was, zróbcie jak uważacie.” Czy dałem mu 500 euro czy 5000… mówił dziękuję, dziękuję bardzo. To naprawdę nie był jego problem. Pod tym względem był bardzo wolny. To było bardzo zaskakujące.

We Francji, z japońskiej perspektywy był Tamura Sensei, Noro Sensei w Paryżu i Tada Sensei we Włoszech. Stworzyłeś niezależną organizację, do której jeździł japoński nauczyciel, bez informowania Hombu Dojo? Czy to spowodowało problemy?

Tak, to spowodowało problemy z Hombu Dojo, nie dla mnie, ale dla Kobayashi Sensei.

Jego stanowisko było takie, że ludzie byli wolni nauczać gdzie chcieli. Powiedział: „Hombu Dojo nie było wolą O-Sensei. Hombu Dojo powstało niezależnie od woli O-Sensei. O-Sensei nie sprzeciwiał się, ponieważ to był jego syn. Ale O-Sensei tak naprawdę się nie zgadzał.  I O-Sensei zawsze uważał, że każdy było wolny uczyć. Więc jestem głównie uczniem O-Sensei, nie jestem zainteresowany tym, co myśli Honbu Dojo”.

W Japonii, z lojalności dla rodziny Ueshiba, dla Japonii i japońskich zasad przeprowadzał egzaminy dla Aikikai. Ale miał bardzo mało kontaktu, rzeczywistego kontaktu. Mówił: „To wyraz mojej zawoalowanej lojalności wobec O-Sensei i rodziny Ueshiba. Ale poza tym nie odpowiadam przed nikim. Robię, co robię, ponieważ O-Sensei robiłby to w ten sposób, myślałby w ten sposób.” I zachęcał mnie do robienia tego samego. Dlatego, szczególnie we Francji, tak naprawdę tylko we Francji, nie mam dobrej reputacji. Ludzie myślą, że ponieważ nie należę do systemu, nie jestem poważny. Ale to francuski system nie jest poważny.

Trenowałem nauczycieli w różnych organizacjach, we Włoszech, w Szwajcarii, w Niemczech. Trenowałem ludzi w Indiach, Indonezji, i gdzie indziej, wszędzie, ale we Francji sprzeczają się; to Francja. Francja i Francuzi.     

Sądzę, że Francja jest krajem, który ma najwięcej osób praktykujących aikido ze wszystkich krajów.

Słyszałem o tym.

Więcej niż Japonia, więcej niż Stany Zjednoczone. Ale oficjalnie rząd kieruje wszystkim. Więc jako Amerykanin nie mógłbym uczyć aikido we Francji.

Nie, nie bez francuskiego dyplomu państwowego.

Pomimo tej restrykcji, średniej wielkości kraj ma więcej trenujących! Jaka jest twoja opinia na ten temat?

Po pierwsze, myślę, że francuskie statystyki są przesadzone. Myślę, że są bardzo przesadzone.

Bardzo?

Szczerze, tak myślę. Kilka lat temu ogłosili 20 lub 25 tysięcy praktykujących. A nagle wzrosło to do 30, 40, 60 000. Myślę, że to jest bardzo przesadne. Nie wiem, jakie są źródła, ale naprawdę chciałbym wiedzieć, skąd pochodzi ta informacja. Naprawdę chciałbym wiedzieć, nie wierzę im. Gdybyśmy rozwinęli zajęcia dla dzieci i opiekę dzienną jak judo, wtedy bym zrozumiał. Statystycznie liczba trenujących judo zwiększyła się dramatycznie ponieważ rodzice, którzy nie wiedzieli co zrobić ze swoimi dziećmi zapisywali je. Ale nie jest tak w przypadku aikido. Więc nie widzę w jaki sposób, chyba że czegoś nie zauważyłem, ta liczba mogła się podwoić czy potroić. Kwestionuję statystyki. Nie mówię, że mam rację, mówię tylko, że mam wątpliwości. To mój pierwszy punkt.

Drugi punkt to dlaczego Francja? Myślę, że jest dużo więcej judoków we Francji niż w reszcie Europy i Stanach Zjednoczonych, także karateków i jest więcej kendoków we Francji niż gdzie indziej. Wierzę, że jest coś trochę specjalnego we francuskim duchu, co jest zgodne z sztukami walki. Wygłaszałem wykład w Japonii jako część 150 rocznicy przyjaźni francusko-japońskiej. Francuska ambasada zaprosiła mnie do wygłoszenia konferencji na temat budo i francuskiego ducha. Wygłaszałem konferencję po francusku, z tłumaczem. Być może jest coś w francuskim duchu, nie wiem, nie mogę tego wykryć. Jestem Francuzem, zatem ciężko mi wiedzieć. Wiem, że na ogół Francuzi są kłótliwi, w zasadzie pretensjonalni i aroganccy… (śmiech). Ale to prawda! Mówię ci to, ponieważ kiedykolwiek spotkam ich za granicą przeszkadzają mi. Wstydzę się, szczególnie w Japonii, gdzie wstydzę się przyznać, że jestem Francuzem. Nie szanują niczego. Czy to ich zachęca? To trochę niejednoznaczne. Być może wiedzą, że są tak niesforni, że potrzebują japońskiej dyscypliny? Tak było w moim przypadku. Byłem tak awanturniczy, że naprawdę potrzebowałem ścisłej struktury. Być może dlatego tak bardzo mnie do niego przyciągało i dlatego Francuzów ciągnie do japońskich sztuk walki. Nie wiem. Lub inaczej, jest przeciwnie, są tak pełni walki, tak impulsywni, że koniec końców to im pasuje. Nie wiem. 

 

Chcielibyśmy wyrazić wdzięczność dla Andrea Debiasi, za jego udział w zorganizowaniu i edytowaniu tego wywiadu do publikacji w Aikido Journal.